•
•
Kontakt: books@izabelaforsberg.com
Noc zimnego księżyca
Przez nocną mgłę i wichury jęki
wędruję odległymi polami pod zasłoną mroku,
kaptur zasłania mą głowę płonącą
od ciągłych rozmyślań męki,
pod wpływem siły nieznanej, w uroku,
podążam w to miejsce, ścieżką wiodącą
setki lat temu, w mej jaźni
trwa ono o mile stąd, skąd wyruszam,
ten specyficzny, księżycowy blask, wiem, że już widziałam,
słyszę głuche jęki, dochodzące znikąd, nie czuję bojaźni,
pląs we mgle malutkich dziatek też nie zagłusza
mocy dźwięku mych rozmyślań, nie wiem już, czy oszalałam.
Las, do którego zmierzam, jest surowy i tchnie zapomnieniem,
tak, jakby stopa ludzka nie postała tu długie lata,
dziwna jest jego pieśń o tej porze roku,
smutna, nawołująca, poi przygnębieniem
wędrowców krańca świata,
nie umknie się od czujnego lasu wzroku-
w pomroku ujrzałam dusze, tęsknie wyciągające
ku mnie proszące ręce, lecz jak mgnienie pierzchały
te mary, nie zdołałam uchwycić ich dłoni,
we wzrastającej z napięcia gorączce cierpiące
ich głosy snem się być zdawały,
snem o wytchnieniu, w tej niemej pogoni.
Coraz więcej miejsc w mej pamięci, obrazy suną
coraz prędzej, opieram słabość mą na zmurszałym pniu,
za szybko wiruje świat, w głowie pulsują
obrazy od wieków zapomnianą struną
tajemnicy tajemnic, rozbrzmiała pieśń o dniu,
w którym bogowie los człowieczy zapisują
na nieb czystym pergaminie, niespodziewanie z dali,
spośród drzew, wyłoniła się męska, dumna postać,
rozproszyła się niepamięć czasów, to bracia mnie czekali,
ujrzawszy znów ich piękne, szlachetne twarze wiedziałam, że muszę tu zostać.
Zaklęci w dumne kruki...
• •
Designed with WordPress