Romantyczny ukłon w kierunku tradycji. Mroczna , wręcz posępna atmosfera, którą tworzą nieokiełznane żywioły. Tak jawi się Izabelli Forsberg groźna i majestatyczna Północ, w pewnym sensie synonim naszej egzystencji. Tradycyjna forma wiersza tylko podkreśla i intensyfikuje te wszystkie otchłanie, trwogi, czy „przenikliwy zgiełk morskich głębin”. Ciekawa metaforyka, momentami stylizowana na stare skandynawskie pieśni. Tomik warty polecenia.

PIEŚŃ
PIERWSZA
Krzyk ludzki nikły w przeciągłym poszumie
wzburzonego żywiołu fal; przez przybrzeżne skały
oswobodzonej niemocy ciężkie, rzucone na wiatr tchnienie,
na chwilę wyzwala się i w chyżym locie pędzi: w zadumie
ciszy ponurej gwiazdy o brzegi roztrzaskały
zbłąkanego echa ostatnie, oddalające się brzmienie,
by w czeluść je pogrążyć w swoim gniewnym szumie.
Niemoc jak iskra, na wicher płochy rzucona
ciemność najmroczniejszej z nocy życia rozpłomienia-
lecz tylko chwilę trwa, nim mgła wszystko okrywa;
i nie wiem sama, czy żem już zgubiona,
kiedy noc w pomroku świat cały odmienia,
każdy głos nagle w poszumie się urywa,
i cisza, która następuje, tak zdaje się nieprzenikniona.
Rozkruszył się dźwięk Twojego imienia
na zawieruchy świst z boleści zetlały,
i tylko cisza bez ratunku, cisza jak zatracenie
pęta mnie więcej w okowach uśpienia;
złowróżbny wicher gna jak oszalały-
jakby już wiedział, że nie ocalenie
przyniesie ta noc, głuchość jej dudnienia.
Wiatr odpowiada - pośród zawieruchy
niesie się głos Twój, przez zamieć targany,
sponad zgiełku fal na powrót się wynurza,
jak strzała przeszywa pędem poświst głuchy,
ciągle rozpaczliwiej, spieszniej wichrem gnany-
imię moje wzywasz, posępny jak burza;
półgłos naraz w dzikie zmienia się podmuchy.
Nie zostawiaj mnie tutaj samej,
ogarnia mnie lęk choć nie potrafię
zrozumieć znaczenia tej złowrogiej nocy-
kiedy wokół niezmierzony zamęt
w losu nieodgadnionego trafie,
trzyma moją duszę w swej potężnej mocy;
a cały ten szkwał jest jak żałości lament.
Gdzie jesteś? Ty jeden najdalsze nawet drogi
do mnie odnajdujesz, choćby i najodleglejsze;
nie porzucaj mnie na dnie otchłani,
bo nie znam już trwogi,
prócz tej, by Twego tchu powietrze
zimnym nie przejęło oddechem ze stali-
ścieżek bez powrotu przestępując progi...
PIEŚŃ
DRUGA
Noc ciągle huczy i świt jeszcze daleki,
czas, zda się dawno w miejscu stanął-
wszystko powoli w ciemność się obleka,
z brzegów się wylewa jak nurt wezbranej rzeki;
mrok nade mną ciąży jak piekielny anioł,
co z mieczem obnażonym zaklęcie wyrzeka,
by ze szczytów gór mnie strącić na samo dno męki.
Morskich głębin zgiełk wciąż tak przenikliwy,
jak z czeluści głos - w huk nagle się zmienia,
w ogłuszającą toń woła, aby pójść za nim;
lecz może to ja, bo teraz jak żywy
stoisz tu przede mną: gdy dotykam cienia,
on rozwiewa się - jakbyś w przepastnej otchłani
mojej wyobraźni istniał już inny, ułudny, nieprawdziwy.
Łzy mieszają się z kroplami deszczu
i strach mną wstrząsa: kiedy noc przeminie,
choć tak bezlitosna mrok jej jest schronieniem
przed nagłym przeczuciem, które w zimnym dreszczu
drżeniem mnie przejmuje w przedświtu godzinie-
że razem z Tobą odejdą te cienie,
które się unoszą w zamglonym powietrzu.
I złamana bezsilnością upadam na kolana-
gdy wszystko naokół w ponurej wyniosłości,
szałem wszechmocy jest w wielkiej swej potędze;
och, poczuj, jak miłość Twoja w błocie jest skalana,
klęcząc tu czeka i błaga litości,
nie pozwól, by w tak straszliwej męce
los zostawił mnie samą, głuchy na błagania.
Wspomnienia o Tobie ciągle powracają,
choć nie chcę pamiętać; jeśli przeminęło wszystko,
i nigdy nie wróci - zatracę się bez opamiętania
we śnie, który w niewoli uwięził mnie całą
i życie tu uczynił tak ulotną iskrą,
co spala się sama od własnego drgania,
nicością czyniący je bez Ciebie, marą.
Brzask w końcu nadszedł; lecz przez mgłę nieprzeniknioną
światło jego przyćmione i zmącone bije,
błysk obcy i daleki, nieprzystępny, wrogi,
jakby wieść niósł ze sobą straszną i nieuniknioną-
tak dziką złowieszczość w swoim lśnieniu kryje:
i może już teraz nie ma dla mnie drogi,
innej, niż ciągłej nocy przykryta zasłoną...
PIEŚŃ
TRZECIA
„Wiedziałam zawsze jak nierozstrzygnięta była
dla mnie nadzieja - ale samotne i dzikie jest morze,
kiedy znów nadciąga burza: tak moje serce jest dzikie
i samotne; losu twarda klinga w fal je obróciła
odmęt - i nikt oprócz Ciebie, nic go nie przemoże,
kiedy każde uderzenie niemocy jest krzykiem,
i w smutku Twoich oczu jest cała ma bezsiła.”
„I cóż, jeślibym nawet siebie samą zgubiła;
jeśli i wiara miałaby zamienić się w szaleństwo-
póki choćby ostatnie pozostaje tchnienie...”
„Zorzo Jaśniejąca, co mi się przyśniłaś,
wiedziałaś - zgnieciony najsurowszą klęską,
wrócę tam gdzie moje serce, powrócę do Ciebie,
nawet gdyby niemoc mnie w nicość rzuciła.”
„Twą postać mgła bladym kręgiem spowiła,
i chociaż widzę, jak z nóg słaniasz się słabnący,
jesteś tu - całe zło minęło, ukryję Cię w ramionach,
i już nie pozwolę, by noc nas rozdzieliła;
lecz czemu jesteś posępny, i taki milczący?”
„Przez ścieżki umarłych stąpa Królowa – udręczona,
miłością swą śmierć przezwycięży, co mnie zwyciężyła...”
„Cóż powiedziałeś? Gubię ślad Twych kroków...”
„Jestem tu, słyszysz? Lecz widząc Cię tak nikłą
trwoga mnie przejmuje; przyjdź i weź mnie w ramiona...”
„Szukam Cię lecz mgła jest wciąż gęstsza i w mroku,
który tak szybko zapada ślady stóp Twych nikną-
wołaj mnie, proszę, nie pozwól, choć żem tak zmęczona
zagubić mi drogi, stracić Cię ze wzroku.”
„Kochana, nie czujesz, jaki lodowaty chłód
wiatr z północy z sobą niesie? Gdzie drogę zgubiłaś
pośród mgły? Lęk mnie ogarnia, że Cię nie zobaczę;
tak, jakby nieprzekraczalny rozdzielał nas bród...”
„Nie odchodź, bo nie opuściłam
Cię – wciąż widzę cień tylko lecz coraz go tracę...”
„Słyszysz, jak niespokojnie wiatr jęczy śród traw, śród..?”
„Sięgnij po mą rękę.” „Pozwól mi w objęciach Twych zasnąć-
błysk nagły zalśnił i tak przemożna opada mnie senność;
w świat dziwny się zapadam, który przywołuje
w pamięci każdą chwilę, tak piękną i jasną,
zawsze kiedy byłaś przy mnie, całą duszą ze mną.”
„Powietrze jak dym nieprzejrzany nad ziemią się snuje.
Miły mój, gdzie jesteś?” „Już wszystkie światła gasną...”
PIEŚŃ
DZIESIĄTA
„Daleko kniejami rozchodzi się gwar,
mowa, której dawno nikt już nie rozumie-
kiedy wzywa mnie, jest taki niepokorny,
jakby w Jego głosie piekielny płonął żar,
co nie da się wypalić - choć on sam nie umie
powiedzieć, czy to sen, czy sam był tak przewrotny,
że miłość swoją, że siebie na proch starł.”
„Idę nie widząc przepaści, pogrążona we śnie,
wokoło mnie nie dający przestąpić się cień-
wszystko przemienia chcąc, bym zabłądziła;
gdy gromy rozdzierają mnie,
a ziemia grzebie mnie -
powoli gaśnie me życie, opuszcza mnie siła,
noc coraz bardziej zuchwała, ciemne jej otchłanie...”
„Uwięziona w swoim ciele, o uwolnienie
modlę się wciąż do zawieruchy-
i coraz chłodniej się staje,
ból niesie każde słabnące z trwogi tchnienie,
w dali dzwon odmierza czas, uderza wciąż głuchy;
w milczeniu dźwięk ciszy powoli się poddaje-
a wszystko trwa krótko, tylko jedno mgnienie.”
„Wyzwól mnie od mojego szaleństwa,
bo nie znam już dnia ani nocy,
bezpowrotny jest zwid, w który zapadłam-
ciężki i milczący, ponurego księstwa
posępnym jest panem; godzina północy,
wybiła znów głucha, niczym mgła opadła,
w pomroku świat osnuła, nieprzejrzana, gęsta.”
„Nie mogę oddychać, zbyt ciężkie jest powietrze,
czuję, jak wszystko w nim lodowacieje,
jakby nic nie istniało - w ułudzie
tego pozornego trwania wicher wszystko zetrze,
w dal poniesie; kiedy zmierzch ciemnieje,
wciąż przemierzam te ścieżki, to dzikie odludzie,
i wciąż płaczę tęskniąc, szukając Cię na wietrze...”